Anegdoty

Najpierw biedniejsi ode mnie

Pod koniec życia o. Dolindo żył naprawdę skromnie. Skrajnie skromnie. Mieszkał w maleńkim pokoiku, często bez ogrzewania, w starej sutannie, którą łatał tak długo, aż materiał bardziej przypominał mozaikę niż ubranie.

Któregoś dnia ktoś z duchowych dzieci przyniósł mu kopertę z pieniędzmi.
— Ojcze, proszę to zatrzymać. Na lekarstwa. Na jedzenie. Już ksiądz musi trochę o siebie zadbać.

Był wtedy chory i ledwo chodził, więc dar był naprawdę sensowny.

Dolindo podziękował… a potem prawie od razu wysłał ministranta „na miasto”.

Chłopak wrócił zdziwiony:
— Ojcze, ale… rozdał ksiądz wszystko. Tej wdowie, temu staremu panu, tej rodzinie z piątką dzieci. Nic nie zostało.

A on spokojnie:
Jak to nic? Zostało mi to, co najważniejsze — że oni dziś zjedzą.

Po chwili dodał półżartem:
Poza tym ja mam bogatego Ojca w niebie. Oni mają tylko mnie.

Wieczorem ktoś zapytał, czy nie boi się, że sam zostanie bez środków.
Odpowiedział:
Gdybym zatrzymał dla siebie, dopiero wtedy bym się bał. Bo musiałbym pilnować. A tak? Bóg pilnuje.

Dodaj komentarz

Zostaw komentarz